Mam na imię Sonia mam 22 lata, w Poznaniu mieszkam od czasów studiów, nie mam tutaj żadnych przyjaciół, na ogól staram się trzymać sama. Rodzina nie popierała mojej decyzji o pozostaniu w Mieście i podjęciu pracy, w redakcji sportowej, według nich powinnam wrócić do rodzinnego domu i pomóc im w prowadzeniu rodzinnej firmy, spowodowało to ze od tamtego czasu nie utrzymuje kontaktu z żadnym z nich oprócz mojej kuzynki Alicji.
Dzisiaj zaczynam moją pierwszą samodzielną pracę, ale nie to mnie tak
cieszy. Dzisiejszego wieczoru będę stała przy samej murawie na której
mecz rozegrają dwie najlepsze drużyny Polski, a będzie to Lech Poznań i
Legia warszawa. Nie muszę chyba wspominać, że jako mieszkanka
Wielkopolski kibicuję tej pierwszej. Ale do Legii nic nie mam, klub jak
klub, a jako rywalowi szacunek im się należy.
Nie miałam pojęcia w co mam się ubrać na dzisiejszy wieczór. Ostatecznie
założyłam czarne spodnie rurki, białą bokserkę i niebieską marynarkę.
Tak trochę pod barwy Kolejorza. A co mi tam niech wiedzą że kobieta też
może zostać kibicem (niestety nie wiedziałam jak to się dla m ie
skończy, bo gdybym wiedziała to na pewno bym się tak nie ubrała co ja
gadam w ogóle bym tam nie poszła ale nie teraz o tym bo pewnie nikt nie
wie o co chodzi)
Zadowolona zabrałam z szafki nocnej mój ukochany aparat i po raz ostatni
tego dnia spojrzałam w lustro. Nie powiem, ale wyglądałam naprawde nie
źle. Dzisiaj wystąpię jako fotograf, ale tak na prawdę jestem
dziennikarką sportową. Uwielbiam prze prowadzać wywiady ze sportowcami,
czasem ich opowieści są naprawdę ciekawe i zabawne. Nie mam pretensji do
nikogo o to że dziś z nikim nie pogadam, ponieważ, robienie zdjęć to
moja druga pasja. Z szerokim uśmiechem wyszłam z domu.
Kiedy doszłam na stadion, było już tam pełno ludzi. Głośny gwar krzyki, i
wywoływanie piłkarzy nie przeszkadzało mi, zawsze uwielbiałam tę
atmosferę która wytwarzała się na trybunach przed i w trakcie meczu.
Wreszcie
usłyszałam gwizdek sędziego. Przez ponad 90 minut ciągle pstykałam
zdjęcia. Niektóre bardzo mi się podobały, i mam nadzieję otrzymać za nie
jakąś premię. To nie był jedyny powód do radości. Oturz Lech pokonał
swego konkurenta,dosłownie pogrążył ich chyba jak nikt od bardzo dawna.
Końcowy wynik był 6:1 . Kiedy wściekli kibice opuścili stadion, i na
trybunach pozostali tylko świetnie się bawiący Lechici, postanowiłam
rõwnież udać się do domu.
Noc była spokojna, więc zdecydowałam się na spacer, co było głupim
pomysłem zwarzając na późną porę, i możliwość natknięcia się na jakiegoś
zawiedzionego kibica. Dlaczego ja zawszę muszę coś wykrakać?
Właśnie
przechodziłam koło jakiegoś baru w parku, kiedy wyszedł z niego piany
mężczyzna centralnie na mnie wpadając. Chciałam go wyminąć i ruszyć w
dalszą drogę, lecz ten złapał mnie mocno za rękę przyciągnął do siebie
-gdzie uciekasz?- zwrucił się do mnię, a ja poczułam wstrętny odur gorzoły z jego ust
-przepraszam
śpieszę się- chciałam go jakoś nakłonić do tego by mnie puścił, lecz
ten tylko mocniej mną szarpnął, i podprowadził bliżej światła padającego
z przydrożnej latarni. Chyba dopiero teraz mi się dokładniej przyjrzał.
Zlustrował mnie obleśnym wzrokiem, a w jego oczach ujrzeć było można
wściekłość i pogardę
-po stroju wnioskuję że twój kochaś kibicował dzisiaj poznaniakom- po
wy powiedzeniu ostatniego słowa splunął na ziemię, jakby to była jakąś
najgorsza obelga
-wcale nie. Ja nie mam żadnego kochaśa- próbowałam go przekonać, a głos mi się łamał
- tym gorzej dla ciebie- zaśmiał się co spowodowała ciarki na moich
plecach. Po chwili zaciągnął mnie do jakiegoś odosobnionego, obskurnego i
przerażającego miejsca. Prubowalam się wyrwać, prosiłam błagałam,ale to
nic nie dawało, a wręcz przeciwnie było coraz gorzej.dostałam kilka
razy z pięści w twarz, a w ustach poczułam metaliczny smak krwi.
Ostatnie co ujrzałam to herb wyszyty na koszulce mojego kata...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz