poniedziałek, 22 lipca 2013

~2

Sebastian:
O ja co to była za jazda. Dawno się tak dobrze nie bawiłem. Niestety nie dane nam było dokończyć, bo zjawiły się psy i trzeba było zbierać nogi za pas. Tak znowu byłem na ustawce. I co komu do tego. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. W parku w którym zwykle razem z chłopakami organizujemy takie zabawy zjawiło się około 30 legionistów. Byli tak wstawieni że ledwo trzymali się o własnych siłach na nogach. A co do śpiewania, nawet nie wiem co oni tam mamrotali. Już się zaczynałem wkręcać w bójką z dwoma łysymi koleszkami, kiedy usłyszeliśmy syreny policyjne. Nie mogliśmy dać się złapać więc  musieliśmy uciekać, by policji było trudniej nas złapać postanowiliśmy się rozdzielić. Ja pobiegłem dobrze mi znanymi alejkami w parku. Lecz dobra znajomość terenu nie zbyt okazała się pomocna. Ciągle słyszałem szybkie kroki goniących mnie glin. Było ich co najmniej trzech. W ostatniej chwili wskoczyłem do jakiegoś opustoszałego budynku za barem, który również dobrze znałem. Często przychodziliśmy tu z chłopakami na piwo. Usłyszałem jak policjanci biegną dalej nie zaglądając do środka.
Uff mogę odetchnąć z ulgą, znowu udało mi się uciec. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i co mnie zdziwiło pod ścianą naprzeciwko której stałem ujrzałem, jakąś sylwetkę. Z początku pomyślałem że to jakiś bezdomny,ale z czasem gdy się zbliżałem, zauważyłem że to jakąś dziewczyna, jej twarz była cała we krwi, a ubrania porwane. Przeraziłem się na ten widok, niepewnie wyciągnąłem drżącą dłoń i dotknąłem jej szyi. Na szczęście żyła wyczuwałem delikatny puls.
-hej słyszysz mnie- dotknąłem delikatnie jej ramienia- otwórz oczy- poleciłem jej , ale tego nie zrobiła
-le....- usłyszałem jej cichy ochrypły głosik, nie rozumiałem co chciała mi przekazać
- co mówisz? Chodzi ci o Lecha?- zapytałem bo to było jedyne co mi przyszło na myśl- możesz powtórzyć?
- Legia wyszeptała i znów straciła przytomność
Nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Przecież nie mogę, zadzwonić na policję, bo od razu połapią się, że wracam z ustawki, a potem zaczną wypytywać tę dziewczynę o to co się stało, a ja nie wiem dlaczego chciałem jej tego oszczędzić. Bez dłuższego zastanowienia zdjąłem z siebie bluzę i nakryłem jej drobne ciałko, po czym, najdelikatniej jak tylko potrafiłem by nie spowodować jej niepotrzebnego cierpienia
wziąłem ją na ręce, i skierowałem się do jedynego bezpiecznego miejsca jakie znałem

piątek, 19 lipca 2013

~1 najlepszy najgorszym dniem

 Mam na imię Sonia mam 22 lata, w Poznaniu mieszkam od czasów studiów, nie mam tutaj żadnych przyjaciół, na ogól staram się trzymać sama. Rodzina nie popierała mojej decyzji o pozostaniu w Mieście i podjęciu pracy, w redakcji sportowej, według nich powinnam wrócić do rodzinnego domu i pomóc im w prowadzeniu rodzinnej firmy, spowodowało to ze od tamtego czasu nie utrzymuje kontaktu z żadnym z nich oprócz mojej kuzynki Alicji.

Dzisiaj zaczynam moją pierwszą samodzielną pracę, ale nie to mnie tak cieszy. Dzisiejszego wieczoru będę stała przy samej murawie na której mecz rozegrają dwie najlepsze drużyny Polski, a będzie to Lech Poznań i Legia warszawa. Nie muszę chyba wspominać, że jako mieszkanka Wielkopolski kibicuję tej pierwszej. Ale do Legii nic nie mam, klub jak klub, a jako rywalowi szacunek im się należy.
Nie miałam pojęcia w co mam się ubrać na dzisiejszy wieczór. Ostatecznie założyłam czarne spodnie rurki, białą bokserkę i niebieską marynarkę. Tak trochę pod barwy Kolejorza. A co mi tam niech wiedzą że kobieta też może  zostać kibicem (niestety nie wiedziałam jak to się dla m ie skończy, bo gdybym wiedziała to na pewno bym się tak nie ubrała co ja gadam w ogóle bym tam nie poszła ale nie teraz o tym bo pewnie nikt nie wie o co chodzi)
Zadowolona zabrałam z szafki nocnej mój ukochany aparat i po raz ostatni tego dnia spojrzałam w lustro. Nie powiem, ale wyglądałam naprawde nie źle. Dzisiaj wystąpię jako fotograf, ale tak na prawdę jestem dziennikarką sportową. Uwielbiam prze prowadzać wywiady ze sportowcami, czasem ich opowieści są naprawdę ciekawe i zabawne. Nie mam pretensji do nikogo o to że dziś z nikim nie pogadam, ponieważ, robienie zdjęć to moja druga pasja. Z szerokim uśmiechem wyszłam z domu.
Kiedy doszłam na stadion, było już tam pełno ludzi. Głośny gwar krzyki, i wywoływanie piłkarzy nie przeszkadzało mi, zawsze uwielbiałam tę atmosferę która wytwarzała się na trybunach przed i w trakcie meczu.
Wreszcie usłyszałam gwizdek sędziego. Przez ponad 90 minut ciągle pstykałam zdjęcia. Niektóre bardzo mi się podobały, i mam nadzieję otrzymać za nie jakąś premię. To nie był jedyny powód do radości. Oturz Lech pokonał swego konkurenta,dosłownie pogrążył ich chyba jak nikt od bardzo dawna. Końcowy wynik był 6:1 . Kiedy wściekli kibice opuścili stadion, i na trybunach pozostali tylko świetnie się bawiący Lechici, postanowiłam rõwnież udać się do domu.
Noc była spokojna, więc zdecydowałam się na spacer, co było głupim pomysłem zwarzając na późną porę, i możliwość natknięcia się na jakiegoś zawiedzionego kibica. Dlaczego ja zawszę muszę coś wykrakać?
Właśnie przechodziłam koło jakiegoś baru w parku, kiedy wyszedł z niego piany mężczyzna centralnie na mnie wpadając. Chciałam go wyminąć i ruszyć w dalszą drogę, lecz ten złapał mnie mocno za rękę  przyciągnął do siebie
-gdzie uciekasz?- zwrucił się do mnię, a ja poczułam wstrętny odur gorzoły z jego ust
-przepraszam śpieszę się- chciałam go jakoś nakłonić do tego by mnie puścił, lecz ten tylko mocniej mną szarpnął, i podprowadził bliżej światła padającego z przydrożnej latarni. Chyba dopiero teraz mi się dokładniej przyjrzał. Zlustrował mnie obleśnym wzrokiem, a w jego oczach ujrzeć było można wściekłość i pogardę
-po stroju wnioskuję że twój kochaś kibicował dzisiaj poznaniakom- po wy powiedzeniu ostatniego słowa splunął na ziemię, jakby to była jakąś najgorsza obelga
-wcale nie. Ja nie mam żadnego kochaśa- próbowałam go przekonać, a głos mi się łamał
- tym gorzej dla ciebie- zaśmiał się co spowodowała ciarki na moich plecach. Po chwili zaciągnął mnie do jakiegoś odosobnionego, obskurnego i przerażającego miejsca. Prubowalam się wyrwać, prosiłam błagałam,ale to nic nie dawało, a wręcz przeciwnie było coraz gorzej.dostałam kilka razy z pięści w twarz, a w ustach poczułam metaliczny smak krwi. Ostatnie co ujrzałam to herb wyszyty na koszulce mojego kata...

PROLOG

Jeden dzień który miał być spełnieniem najskrytszego marzenia, najlepszym dniem w całym życiu okazał się dniem przez który chciałam je sobie odebrać. Nigdy nie pomyślałam nawet że może mnie coś takiego spotkać. Nie życzyłam czegoś takiego nawet największemu wrogowi,a uwierzcie mi wrogom to ja potrafię wiele życzyć, ale nie tego. Gdyby nie pewna grupa osób, która przez wielu uważana jest za zwykłych rozrabiaków i degeneratów, pewnie dzisiaj by mnie tu nie było. Oni byli dla mnie zupełnie obcy, jednego z nich znałam z widzenia ze studiów, a jednak pomogli mi, lepiej uratowali mnie. Nie postąpili tak jak moja rodzina która mnie zostawiła. Po czasie to oni się nią stali, byli dla mnie jak bracia, a ja byłam ich małą kochaną siostrzyczkom.
Ale od początku :