Mieszkanie chłopaków:
Wszyscy już, oprócz jednego, zebrali się w salonie w domu
dwóch najlepszych przyjaciół to znaczy Seby i Petego, który jest przywódcą ich
gromady. W tym właśnie domu spotykają się po każdej takiej akcji, i najczęściej
opijają zwycięstwo. Jednak tym razem zabrakło w
tym towarzystwie jednego z nich,
nikt nie miał pojęcia co się z nim stało. Przecież Seba nigdy się nie spóźniał,
a teraz nie ma go już od godziny.
-Może gliny go zgarnęły?- zastanawiał się na głos Kamil
-Nie zgarniali już Legie kiedy my się zmyliśmy- zaprzeczył
twierdzeniu kumpla
-Pewnie gdzieś zabalował i tyle- zaśmiał się Filip popijając
piwo
-Może i tak, ale to nie znaczy, że może robić co mu się
podoba. Powinien mnie poinformować gdzie się znajduje i co robi, a nie my tu
rozmyślamy co się z nim dzieje- denerwował się Pete. Może i zgrywa odważnego, i
na pewno taki jest, przecież nie wybrano go przywódcą za urocze uśmiechy, ale
martwił się o swojego najlepszego
przyjaciela. Rozmyślenia dwudziestoośmiolatka przerwało walenie do drzwi
-Zguba się znalazła- zaśmiał się Filip
-Otwarte- zawołał na cały dom Pete, ale odpowiedziało mu
tylko ponowne walenie- co jest królewna potrzebuje specjalne zaproszenie-
zdenerwował się wstając z kanapy, za nim ruszyli pozostali zebrani
-Co jest do k***- zdziwił się Filip widząc kumpla
trzymającego na rękach bezwładna dziewczynę
-Nie gadaj tylko zejdź
mi z drogi- nakazał mu Sebastian, a ten go posłuchał
-Seba coś ty odwalił?- zapytał zszokowany Piotr
-znalazłem ją kiedy zwiewałem pred policją- odpowiedział
wchodząc do przedpokoju- ktoś bardzo ją skrzywdził nie mogłem jej przecież tak
zostawić- zdenerwował się brunet niepotrzebnymi pytaniami, i oskarżeniami z ust
przyjaciela
-Spokojnie, nie denerwuj się. Dobrze zrobiłeś. Połóż ją w
pokoju gościnnym- zaprowadził go na piętro
do danego pomieszczenia.
Sebastian najdelikatniej jak potrafił ułożył brunetkę na
łóżku. Starał się jak tylko mógł by nie wyrządzić jej jakiejś krzywdy.
Delikatnie odgarnął włosy opadające na jej twarz. Nie potrafi zrozumieć jak
ktoś mógł skrzywdzić taką delikatną osobę.
-Chodź do salonu- powiedział Piotr- niech odpocznie, potem
sprawdzimy co z nią
Oboje po cichu wyszli z pokoju, i udali się do salonu gdzie
siedzieli pozostali chłopacy. Nikt nic nie mówił.
-gdzie ją znalazłeś?- padło pierwsze pytanie
-W tym opuszczonym budynku obok tego baru co byliśmy po
ostatniej ustawce- odpowiedział
-Mówiła coś, czy była już nieprzytomna?
-Powiedziała coś o Legii ale nie zrozumiałem o co jej
chodziło. Jeżeli to któryś z tych skurwieli z którymi dzisiaj się spotkaliśmy,
to nie wiem co im zrobię kiedy następnym razem ich spotkamy.
-Spokojnie nie wiemy co się tam wydarzyło, i kto to zrobił
musimy poczekać aż dziewczyna się obudzi. Nie wyobrażam sobie co ona musi czuć- zmartwił się Pete, może i
lubił bić się z innymi kibolami, ale oni
robili to świadomie, każdy wiedział za co walczy i za co obrywa, a ta
dziewczyna? Czym ona komuś zawiniła by spotkała ją taka krzywda?
-Miała może przy sobie jakieś dokumenty? Bo wydaje mi się
jakbym ją skądś kojarzył- odezwał się Kamil
-Tak miała przy sobie portfel i rozwalony telefon- wyciągnął
oba przedmioty z tylnej kieszeni dresowych spodni- nie zdążyłem jeszcze
przejrzeć- odłożył rozbitą komórkę na stolik, po czym zajął się przeglądaniem
zawartości portfela- kasy brak, jest dowód – wyjął małą plakietkę z oddzielnej
przegródki w portfelu- nazywa się Sonia, Sonia Wajman- przeczytał na głos nazwisko-
patrzcie-pokazał kumplom małą niebiesko białą kartę- jedna z nas
- co to?- zaciekawił się Filip, który nie przyjrzał się
trzymanemu przez kumpla przedmiotowi
-karta kibica Lecha-odpowiedział Pete
-Tak coś mi się kojarzy, że taka dziewczyna chodzi na moją
uczelnie
-Młody to ty jednak się uczysz- zaśmiał się Filip. Tak się
składa, że Kamil jest najmłodszym członkiem ich grupy, i często zostaje wybrany
przez Filipa- typowego żartownisia, na swoją ofiarę
-W przeciwieństwie do ciebie mam wyższe inspiracje- odgryzł
się starszemu kumplowi, jednak nie długo się cieszył, bo ten przyłożył mu w tył
głowy
-Trochę szacunku- zakończył bezsensowną wymianę zdań
Wszyscy razem zasiedli na kanapach, z puszkami piwa i
zaczęli obgadywać minioną ustawkę. Każdy miał coś do powiedzenia. Przez jakąś
godzinę naśmiewali się z kiboli Legii, którzy przyszli na umówione spotkanie w
fatalnym stanie. Pewnie załamali się po przegranym meczu ich zespołu.
W TYM CZASIE SONIA:
Ocknęłam się w kompletnie obcym mi miejscu. Leżałam na łóżku
w jakimś pokoju. Moje ubrania były poszarpane i brudne, co uświadomiło mi, że
to co przed chwilą uważałam za jakiś koszmar który myślałam, że tylko mi się
przyśnił, okazał się prawdą która miała miejsce. Momentalnie poczułam się
brudna. Do oczu napłynęły mi łzy, czuję
się jak ostatnia ofiara. Wiem, że nie będę potrafiła wymazać tego wydarzenia z
pamięci. Jedna sytuacja zniszczyła moje życie.
W pewnej chwili doszły mnie śmiechy dochodzące z innego
pomieszczenie w domu. Przeraziłam się. A co jeżeli ten koleś który mi to zrobił
jest tam, i w tej chwili śmieje się ze mnie?
Szybko wstałam z łóżka, i udałam się w stronę drzwi które
jak podejrzewam prowadziły do łazienki. Każdy krok sprawiał mi straszny ból.
Moje przypuszczenia okazały się słuszne kiedy po zapaleniu światła moim oczom
ukazała się gustownie urządzona łazienka. Nie miałam nastroju by podziwiać
czyjąś pracę wykonaną w tym
pomieszczeniu. Szybko zamknęłam za sobą drzwi i przekręciłam kluczyk, obawiam
się jednak że zrobiłam to zbyt głośno i mój oprawca to usłyszał. W pośpiechu
zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki, aż znalazłam przedmiot który jako tako
może mi pomóc w tej sytuacji.
Usiadłam na podłodze i zanim zdążyłam się zastanowić czy to słuszny wybór, przejechałam ostrą
krawędzią nożyczek po wewnętrznej stronie nadgarstka. Efekt mnie nie zadowolił,
więc powtórzyłam czynność jeszcze raz, i jeszcze raz. Ostatecznie na mojej ręce
pojawiły się trzy cienkie linie z których czerwonymi strumykami zaczęła spływać
krew. Przyglądałam się powstającej czerwonej kałuży jak zahipnotyzowana. Miałam
wrażenie jakby z każdą uciekającą kroplą, uciekały także moje zmartwienia. Po chwili
moje powieki zaczęły robić się ciężkie a ja odpływałam w krainę wiecznego
spokoju…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz