środa, 13 listopada 2013

~3




Mieszkanie chłopaków:
Wszyscy już, oprócz jednego, zebrali się w salonie w domu dwóch najlepszych przyjaciół to znaczy Seby i Petego, który jest przywódcą ich gromady. W tym właśnie domu spotykają się po każdej takiej akcji, i najczęściej opijają zwycięstwo. Jednak tym razem zabrakło w  tym towarzystwie jednego  z nich, nikt nie miał pojęcia co się z nim stało. Przecież Seba nigdy się nie spóźniał, a teraz nie ma go już od godziny.
-Może gliny go zgarnęły?- zastanawiał się na głos Kamil
-Nie zgarniali już Legie kiedy my się zmyliśmy- zaprzeczył twierdzeniu kumpla
-Pewnie gdzieś zabalował i tyle- zaśmiał się Filip popijając piwo
-Może i tak, ale to nie znaczy, że może robić co mu się podoba. Powinien mnie poinformować gdzie się znajduje i co robi, a nie my tu rozmyślamy co się z nim dzieje- denerwował się Pete. Może i zgrywa odważnego, i na pewno taki jest, przecież nie wybrano go przywódcą za urocze uśmiechy, ale martwił się o swojego najlepszego  przyjaciela. Rozmyślenia dwudziestoośmiolatka przerwało walenie do drzwi
-Zguba się znalazła- zaśmiał się Filip
-Otwarte- zawołał na cały dom Pete, ale odpowiedziało mu tylko ponowne walenie- co jest królewna potrzebuje specjalne zaproszenie- zdenerwował się wstając z kanapy, za nim ruszyli pozostali zebrani
-Co jest do k***- zdziwił się Filip widząc kumpla trzymającego na rękach bezwładna dziewczynę
-Nie gadaj tylko zejdź  mi z drogi- nakazał mu Sebastian, a ten go posłuchał
-Seba coś ty odwalił?- zapytał zszokowany Piotr
-znalazłem ją kiedy zwiewałem pred policją- odpowiedział wchodząc do przedpokoju- ktoś bardzo ją skrzywdził nie mogłem jej przecież tak zostawić- zdenerwował się brunet niepotrzebnymi pytaniami, i oskarżeniami z ust przyjaciela
-Spokojnie, nie denerwuj się. Dobrze zrobiłeś. Połóż ją w pokoju gościnnym- zaprowadził go na piętro  do  danego pomieszczenia.
Sebastian najdelikatniej jak potrafił ułożył brunetkę na łóżku. Starał się jak tylko mógł by nie wyrządzić jej jakiejś krzywdy. Delikatnie odgarnął włosy opadające na jej twarz. Nie potrafi zrozumieć jak ktoś mógł skrzywdzić taką delikatną osobę.
-Chodź do salonu- powiedział Piotr- niech odpocznie, potem sprawdzimy co z nią
Oboje po cichu wyszli z pokoju, i udali się do salonu gdzie siedzieli pozostali chłopacy. Nikt nic nie mówił.
-gdzie ją znalazłeś?- padło pierwsze pytanie
-W tym opuszczonym budynku obok tego baru co byliśmy po ostatniej ustawce- odpowiedział
-Mówiła coś, czy była już nieprzytomna?
-Powiedziała coś o Legii ale nie zrozumiałem o co jej chodziło. Jeżeli to któryś z tych skurwieli z którymi dzisiaj się spotkaliśmy, to nie wiem co im zrobię kiedy następnym razem ich spotkamy.
-Spokojnie nie wiemy co się tam wydarzyło, i kto to zrobił musimy poczekać aż dziewczyna się obudzi. Nie wyobrażam sobie  co ona musi czuć- zmartwił się Pete, może i lubił bić się z  innymi kibolami, ale oni robili to świadomie, każdy wiedział za co walczy i za co obrywa, a ta dziewczyna? Czym ona komuś zawiniła by spotkała ją taka krzywda?
-Miała może przy sobie jakieś dokumenty? Bo wydaje mi się jakbym ją skądś kojarzył- odezwał się Kamil
-Tak miała przy sobie portfel i rozwalony telefon- wyciągnął oba przedmioty z tylnej kieszeni dresowych spodni- nie zdążyłem jeszcze przejrzeć- odłożył rozbitą komórkę na stolik, po czym zajął się przeglądaniem zawartości portfela- kasy brak, jest dowód – wyjął małą plakietkę z oddzielnej przegródki w portfelu- nazywa się Sonia, Sonia Wajman- przeczytał na głos nazwisko- patrzcie-pokazał kumplom małą niebiesko białą kartę- jedna z nas
- co to?- zaciekawił się Filip, który nie przyjrzał się trzymanemu przez kumpla przedmiotowi   
-karta kibica Lecha-odpowiedział Pete
-Tak coś mi się kojarzy, że taka dziewczyna chodzi na moją uczelnie
-Młody to ty jednak się uczysz- zaśmiał się Filip. Tak się składa, że Kamil jest najmłodszym członkiem ich grupy, i często zostaje wybrany przez Filipa- typowego żartownisia, na swoją ofiarę
-W przeciwieństwie do ciebie mam wyższe inspiracje- odgryzł się starszemu kumplowi, jednak nie długo się cieszył, bo ten przyłożył mu w tył głowy
-Trochę szacunku- zakończył bezsensowną wymianę zdań
Wszyscy razem zasiedli na kanapach, z puszkami piwa i zaczęli obgadywać minioną ustawkę. Każdy miał coś do powiedzenia. Przez jakąś godzinę naśmiewali się z kiboli Legii, którzy przyszli na umówione spotkanie w fatalnym stanie. Pewnie załamali się po przegranym meczu ich zespołu.

W TYM CZASIE SONIA:
Ocknęłam się w kompletnie obcym mi miejscu. Leżałam na łóżku w jakimś pokoju. Moje ubrania były poszarpane i brudne, co uświadomiło mi, że to co przed chwilą uważałam za jakiś koszmar który myślałam, że tylko mi się przyśnił, okazał się prawdą która miała miejsce. Momentalnie poczułam się brudna.  Do oczu napłynęły mi łzy, czuję się jak ostatnia ofiara. Wiem, że nie będę potrafiła wymazać tego wydarzenia z pamięci. Jedna sytuacja zniszczyła moje życie.
W pewnej chwili doszły mnie śmiechy dochodzące z innego pomieszczenie w domu. Przeraziłam się. A co jeżeli ten koleś który mi to zrobił jest tam, i w tej chwili śmieje się ze mnie?
Szybko wstałam z łóżka, i udałam się w stronę drzwi które jak podejrzewam prowadziły do łazienki. Każdy krok sprawiał mi straszny ból. Moje przypuszczenia okazały się słuszne kiedy po zapaleniu światła moim oczom ukazała się gustownie urządzona łazienka. Nie miałam nastroju by podziwiać czyjąś pracę wykonaną  w tym pomieszczeniu. Szybko zamknęłam za sobą drzwi i przekręciłam kluczyk, obawiam się jednak że zrobiłam to zbyt głośno i mój oprawca to usłyszał. W pośpiechu zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki, aż znalazłam przedmiot który jako tako może mi pomóc w tej sytuacji.
Usiadłam na podłodze i zanim zdążyłam się zastanowić  czy to słuszny wybór, przejechałam ostrą krawędzią nożyczek po wewnętrznej stronie nadgarstka. Efekt mnie nie zadowolił, więc powtórzyłam czynność jeszcze raz, i jeszcze raz. Ostatecznie na mojej ręce pojawiły się trzy cienkie linie z których czerwonymi strumykami zaczęła spływać krew. Przyglądałam się powstającej czerwonej kałuży jak zahipnotyzowana. Miałam wrażenie jakby z każdą uciekającą kroplą, uciekały także moje zmartwienia. Po chwili moje powieki zaczęły robić się ciężkie a ja odpływałam w krainę wiecznego spokoju…